BLKDR;
BLKDR;

Czerwiec 2017
P W Ś C P S N
« Lis    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Kategorie


Presja sukcesu – masz fart

Monika NowakowskaMonika Nowakowska

„Człowiek ma albo wymówki albo wyniki”. Mam nadzieję, że ten sam cytat przedstawisz biednym dzieciom z Afryki, które nie mają co jeść. Mam nadzieję, że przedstawisz ten cytat ludziom w Chinach, którzy zapieprzają za niecałą miskę ryżu dniówki. Może też przedstaw ten piękny cytat dzieciom z rozbitych rodzin, które odziedziczyły długi. Wkurwia mnie to. Nie będę prosiła o wybaczenie za mocne słowa.

Masz fart!

Jeśli to czytasz, masz ogromne szczęście i tyle: nie mów, że nie. Masz więcej niż jakieś 80% ludzi na Ziemi. Jeśli urodziłeś się w odpowiedniej rodzinie, masz więcej niż 90% ludzi. Mamy pieprzone szczęście. Jednakże zero zrozumienia dla tych, którzy tego nie uświadczyli: nie ważne czy chodzi o rzeczy materialne, ale też o wiedzę, umiejętności, wygląd, otoczenie.

Panuje przeświadczenie, że całe nasze życie stanowimy sami. Że dzięki naszym wyborom, relacjom i ciężkiej pracy jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. A tak nie jest. Przytoczone przykłady to tylko cząstka tego, co może się zdarzyć. Co może pójść nie tak. Czy byłbyś w stanie, drogi jelonku, przekazać taki cytat wymienionym, na początku, osobom?

wymowki

Brak sukcesu to nie wymówki!

To, że jesteśmy obarczeni pewnymi naleciałościami, problemami, nie jest wymówką. Jest często tym, co nas określa: na przykład charakter człowieka w nawet 60% określają geny. Da się to zmienić. Jednakże będzie kosztowało to wiele więcej pracy, niż resztę: a przecież praca, to nie wynik. Czasem nie uda Ci się, nawet jeśli będziesz chciał i próbował, drogi jelonku. Spójrz na to tak: nawet jeśli jesteś mega rozbiegany, nie pobijesz swojego rekordu, jeśli nie pozwala Ci ciało: są pewne ograniczenia, których nie da się pokonać. Dobrze jest umieć i wiedzieć kiedy odpuścić – i nie stanie się nic strasznego, raczej.

Ja rozumiem: efektywność działań jest ważna, ale w niektórych przypadkach (aparycja, dyscyplina, czynniki zewnętrzne), liczy się działanie, bo to ono umacnia człowieka.

Dlatego właśnie tak namawiałam do ruszenia tyłka, bo to działanie: a nie koniecznie tylko cel!

W naszym świecie panuje ogromna presja sukcesu. Nie zważamy na pracę, a na osiągnięcia – osoba z otyłością może przebiec więcej niż Ty, bez zadyszki, ale nadal: nie ma wyniku – nie ma sukcesu. Co z tego, że jest chora, no nie? Dziewczyna na stanowisku stażystki będzie wiedziała więcej niż jej szef, ale przez swoją płeć nie przebije się przez szklany sufit – nie ma wyniku. Co z tego, że ktokolwiek wie więcej o danej dziedzinie, niż absolwent uniwersytetu. Nie ma papierka – sukcesu też nie, prawda?

Czy chcecie żyć w takim świecie?

Dzielcie się!

Teraz oczywiste zadanie domowe: doceń czyjąś pracę: czy to komplementem, czy to komentarzem, czy czymkolwiek. Doceń siebie, za to, co robisz. I doceń to, że masz to szczęście, aby urodzić się w względnie spokojnym miejscu i czasach. Taki tam, pacyfistyczny wpis.

Cześć, tu Monika. Zajmuję się projektowaniem grafiki komputerowej a design to moja największa pasja. Uwielbiam gry komputerowe, psychologię, socjologię i kawę. Bądź jelonkiem!

  • Jakoś tak podzielona jestem. Zależy kto czego szuka, czego potrzebuje i co potwierdzają doświadczenia. Jeżeli ktoś potrzebuje szukać celu to ok, ok jeżeli ktoś widzi nie cel, a drogę, nie dąży do sukcesu, a sukces jest poboczną. Wszystko ok, tak długo, jak komuś to pomaga żyć szczęśliwie. Gorzej, gdy ludzie wmawiają sobie to szczęście bo tak trzeba.

    Ja sama postrzegam wszystko jako jakieś etapy. Na razie prowadzę bloga – jest fajnie. Sklep? No też fajnie. Skończy się? Ok, spoko, czas przyniesie zmiany. Bo dopóki będę działać, to wiem, że czas przyniesie nowe rzeczy. I dopóki coś lub ktoś nie wywróci mojego życia do góry nogami (chociaż cały czas coś się dzieje, ale jest względnie stabilnie) to tak do tego podchodzę. I wiem, że jeżeli stanie się coś złego w moim życiu, to będę znowu przewartościowywać wszystko na nowo.

    Czuję ogromną presję sukcesu, ale to głównie od rodziny. Są znajomi, którzy tą presję wywołują – to wtedy znajomość ukrócam żeby życia sobie nie zatruwać. Jerzu. Jestem straszną osobą :D

  • Z tym fartem, wymówkami, rozwojem i sukcesem wszystko jest względne… To co dla jednego jest nieprzekraczalną barierą, dla innego będzie tylko wymówką. Jeden będzie czerpał satysfakcję z drogi do celu, innego ucieszy dopiero wynik i też nie ma w tym nic złego. Tak naprawdę każdy ma swoją definicję szczęścia, a świat wciska nam, że sukces to 100k followersów na insta, własna firma, oszałamiająca kariera, brzuch płaski jak deska, designerskie ciuchy i mieszkanie w bieli i szarościach.

    Ale prawdą jest, że trzeba po prostu słuchać siebie i swoich potrzeb i nie ulegać zewnętrznej presji. Mieć w nosie to, jak inni widzą moje działania (wystarczające? niewystarczające? głupie? imponujące? dziecinne? ambitne?) i po prostu dążyć do swoich celów.

    Dla mnie sukces to udany związek i życie na swoich zasadach, zgodne ze swoimi wartościami. Ot, tyle. Presję sobie mogę co najwyżej sama narzucić, jak z czymś nawalę. Przynajmniej staram się tak myśleć, bo jednak często ta zewnętrzna presja sukcesu przychodzi z wewnątrz – może powinnam się bardziej starać? może ktoś uzna, że jestem mało ambitna? może powinnam chcieć czego innego? Te myśli zagłuszam. Jest dobrze, tak jak jest.

  • W tym stwierdzeniu ważne jest chyba jak sobie sami zdefiniujemy „wynik” :). „Wynik” rozumiem jako posunięcie się do przodu, zrobienie choćby małego kroku w kierunku zmiany czy polepszenia swojej sytuacji. I dla każdego ten „wynik” jest inny – właśnie ze względu na ograniczenia jakie mamy. Np. ja nie będę nigdy modelką (jestem za niska) – czy to oznacza, że nie ma wyniku?
    Jakieś mieszane uczucia mam do Twojego punktu widzenia :).